Zapraszamy
Wszystkich

 Drugie spotkanie z Krzysztofem Pieczyńskim
   Centrum Kultury i Wypoczynku w Andrychowie

Napisz do nas - biuro@kultura.andrychow.eu

 

 

Jest inny. Jest jak znajomy, przyjaciel z którym dawno się nie widzieliśmy. Nie krzyczy "łał", nie zabiera przestrzeni miotając się po scenie, nie wywołuje skandali swoją obecnością. Po prostu jest.

Przyjeżdża, przypominając, że jest coś jeszcze. Gra słowem, waży je,  wplata w rzeczywistość, wychwytując w niej pierwiastki równowagi i  doskonałości.

Kto? Nasz przyjaciel - Krzysztof Pieczyński

Kilka lat temu (dokładnie trzy) przywiózł nam swoją poezję i samego siebie. Także teraz - osobiście chciał się z nami podzielić nowymi przemyśleniami spisanymi na papierze. Przywiózł do Andrychowa kilka poukładanych fragmentów Wielkiej Układanki, przypominając, że im więcej fragmentów całości ułożymy teraz - tym łatwiej będzie nam sobie przypomnieć obraz oryginału, który przed laty gdzieś bezwiednie większości z nas się zawieruszył.

Spotkanie podzielone było na dwie części. W pierwszej z nich obejrzeliśmy film w reżyserii Krzysztofa Pieczyńskiego -  film dokumentalny "Brakujące słowo".

Sylwetkę poety i aktora przybliżył zebranym w Miejskim Domu Kultury - Zbigniew Przybyłowicz - dyrektor Centrum Kultury i Wypoczynku.

Wielu z nas dobrze pamięta ostatnie ze spotkań z Krzysztofem Pieczyńskim, w trakcie którego wywiązała się pomiędzy nim a andrychowska publicznością szczególna nić porozumienia.

Każdy z nas widział w swoim życiu nuty. To swego rodzaju schemat postępowania, zasada, ścieżka po której można przejść lekko, niemalże na palcach, można też ją zadeptać chodząc tam i z powrotem, kopiąc kamienie i nie zwracając uwagi na nic więcej jak tylko na to by dojść do celu.

Film wyświetlony w MDK jest właśnie jak nuty, jak ścieżka. Podobnie jak między nutami tkwi sedno muzyki, jak piękno drogi tkwi w samej wędrówce - tak w filmie - dostrzegamy oprócz warstwy opowiadającej o gwarze ochweśnickiej i kultywowaniu jej tradycji - warstwę o wiele ważniejszą.

Po 30 latach nieobecności Krzysztof Pieczyński powrócił do miejsca swojego dzieciństwa, edenu dziecięcego spokoju, świata zapomnianej beztroski. Nic nie wyglądało tak samo. Wszystko się zmieniło. Obrazy przechowywane w pamięci na próżno próbowały znaleźć swoje pierwowzory.

Pozostał tylko zapach i język, który obecnie niczemu już nie służy.

Może teraz kilka słów o wspomnianej gwarze, będącej w pewnym sensie bardzo unikalnym zjawiskiem językowym.

Gwara ochweśnicka to język, który narodził się w pierwszej połowie XIX w. w środowisku związanym z "puchowym zagłębiem" w okolicach Ślesina skąd pochodził ojciec Krzysztofa Pieczyńskiego.

Język zawierający ok. 800 słów, służący kiedyś do porozumiewania się handlarzom nie do końca uczciwym w swoim postępowaniu i wędrującym po całym świecie hodowcom gęsi. Język pomagający w handlu i marketingu, pomagający zwalczać konkurencję w nie do końca uczciwy aczkolwiek skuteczny sposób.

Dom - haza, jaruska - mama, jarus - tata, skituch - dziecko, agata - gęś, ochwest - obraz święty, ochweśnik - malarz malujący obrazy świętych, bardzo mądry zwyczaj polegające na tym, że mieszkańcy wszelkie pieniądze ponad to co najbardziej potrzebne do życia inwestowali w wykształcenie swoich dzieci, które studiowały nawet na najznamienitszych światowych uniwersytetach.

Każdy z nas ma taki swój Ślesin. Raj dziecięcych wspomnień, czasu zabawy i beztroski. Wspomnienie ludzi którzy byli dla nas oparciem ...

Ale - jak wspomniałem wcześniej - film ma jeszcze drugą, o wiele ważniejszą i uniwersalną warstwę. Szuka odpowiedzi.

Dziwne to nasze wspólne szukanie. Szukamy dowodów na istnienie stwórcy sami dowodem będąc, nosząc w sobie tęsknotę odwieczną za dobrem, spokojem, ukojeniem, porządkiem rzeczy.

Próbujemy poznać zamiary Stwórcy poprzez obserwację jego dzieł ukrytych w świecie rzeczywistym. Czy to jest wogóle możliwe? Czy oglądając świat materialny możemy dostrzec w nim Stwórcę i świat duszy? A może jest on w nas - tak blisko, że przyzwyczailiśmy się do jego obecności - zapominając o jego istnieniu?

Czytając dobrze znany nam wiersz znajdujący sie w dowolnym tomiku poezji nie zwracamy uwagi na papier - nośnik informacji. Może Stwórca jest jak papier księgi, który jest za i dookoła czytanych przez nas wierszy?

Zanurzeni w codzienności męczymy się oglądając świat dotknięty naszą ignorancją, wciąż od nowa wraca niepewność, lęk, samotność, strach przed utratą marzeń. Aby zapewnić sobie doczesne wygody modlimy się codziennie do współczesnego, martwego boga - mamony - za którą możemy kupić chleb potrzebny do życia i przedmioty codziennego użytku. Zabiegani, na rozmowę z najbliższymi po prostu nie mamy już siły.

Spoglądamy zdziwieni i nagle w tym świecie boga-pieniądza pojawia się ktoś na naszej drodze, który tak jak my - próbuje zrozumieć, przypomina nam, że warto wciąż na nowo odkrywać w sobie pokłady energii z innego świata przysypane naszą ziemską codziennością. Poeta.



My i Stwórca. Zadałem sobie kiedyś pytanie, będące jednoczesnie namiastką odpowiedzi. Jak to jest z nami - ludźmi i z nim - Bogiem? Czy On mógłby istnieć bez swego stworzenia? 

Z materialnego punktu widzenia jesteśmy tylko zbiorem atomów. Czy tylko? Bo czy to możliwe, że nieożywiona materia, atomy i próżnia połączone ze sobą w odmętach przestrzeni i czasu myślą, czują, kochają?

Jeśli tak - to musi być coś jeszcze!

Jeśli więc oprócz tego zbioru atomów jest jeszcze to "coś", to właśnie
z tego czegoś jak ciało z materii składać musi się Stwórca. Jesteśmy cześcią układanki, która bez nas jest niepełna. Każdy jej element jest ważny.

Jakie to szczęście że mamy w Andrychowie możliwość żywego słowa, kontaktu z ludźmi którzy podobnie jak my próbują odkryć w sobie istotę naszego powołania. Próbują zrozumieć, podzielić się swoimi odkryciami i przemyśleniami.

Wpisując w Google słowa Krzysztof Pieczyński Świt znalazłem kilkaset wyników ... Produkt : Krzysztof Pieczyński - Świt ... Intymność książki ... setki bezdusznych powtarzanych reguł, przytoczonych cudzych myśli tworzących obraz współczesnego świata wiedzy. Zlepek, namiastka, substytut zrozumienia.

Od dłuższego czasu, zastanawiam się ile w naszym społeczeństwie pozostało jeszcze wolności. Wolności w myśleniu. Czy obecne społeczeństwo skazane jest na dyktaturę myśli sączonych codziennie w możliwych do zjedzenia porcjach ze szklanych ekranów, dyktaturę skojarzeń, myślenie obrazkowe?

Współczesna porcja wiedzy na dowolny temat - także i tej dotyczącej wiary - przypomina popularną kostkę rosołową zawiniętą w złoty papier. To substytut, zebrany z aptekarską precyzją zestaw składników, który tylko udaje po rozgotowaniu oryginał, lecz naprawdę to przemyślane i zaplanowane zwykłe oszustwo mamiące kubki smakowe ofiary.

Wiara, zrozumienie, dążenie do poznania - wymaga czasu, wymaga wysiłku.

Jeśli tylko chcemy codziennie odkrywamy nowe fragmenty wielkich puzzli składających się z milionów elementów. Zastanawiamy się czy jest możliwe ułożenie tak skomplikowanej układanki - nie wiedząc jak wyglądać ma efekt końcowy. 

Dzięki Krzysztofowi Pieczyńskiemu choć na chwilę niektóre jej elementy wydały się proste.

Jak dostrzec w codziennym życiu okruchy wieczności?

Każdy z nas ma inny świat pod swymi powiekami. Szaroczerwone  obrazy tworzą plam dziwnych konstelacje, przenikające się nawzajem, na które wpływu nie mamy ani my, ani żadna z ziemskich istot.
Światłem stworzone, naszym ciałem i krwią - logicznymi następstwami życia.

Świat ten znika gdy oczy otwieramy, widzimy jakby pełniej i więcej
ale to przecież nie koniec naszego poznania

Musi być świat kolejny, ukryty, który pojawia się gdy gasną nasze oczy, a świat spod powiek znika i świat zza powiek znika ...

Czy właśnie wtedy widzi się prawdziwy porządek rzeczy?

Wiele prawd, wiele pytań, wiele wątpliwości, wiele trafnych spostrzeżeń ... i ta sama co w nas ... tęsknota.

 

Przyjeżdżaj Krzysztofie do naszego miasta kiedy tylko będziesz mógł.

 

Jarosław Skupień

 

PS. Dyrektor Centrum Kultury i Wypoczynku składa serdeczne podziękowania dla Bogusława Tobiszowskiego i Artura Jodłowskiego z Domu Wydawniczego REBIS w Poznaniu za pomoc w przygotowaniu imprezy.

(c) wins