Zapraszamy
Wszystkich

 Miłość Ci wszystko wybaczy
   Centrum Kultury i Wypoczynku w Andrychowie

Napisz do nas - biuro@kultura.andrychow.eu

 

 

11 listopada. Święto Niepodległości.

Co roku, ten właśnie dzień kończy się koncertem, na który przybywają licznie mieszkańcy naszego miasta.

Jak wiemy, tuż przed koncertem w hallu MDK odbył sie wernisaż wystawy Grupy Twórców MY. Ze względu na dużą ilość gości - zrezygnowano z części oficjalnej w otoczeniu obrazów będących pokłosiem pleneru w Radkowie. O plenerze i działalności grupy - tuż przed koncertem opowiedział Prezez GT MY - Lesław Najbor.

Zapraszamy do obejrzenia fotoreportażu - prosimy kliknąć w poniższą fotografię :

A tymczasem - powróćmy do koncertu!

Tym razem w Miejskim Domu Kultury wysłuchaliśmy piosenek z repertuaru hr. Marii Tyszkiewiczowej "Ordonka - Miłość Ci wszystko wybaczy"

Gościa koncertu - Marię Meyer - przedstawił publiczności Dyrektor Centrum Kultury i Wypoczynku w Andrychowie Zbigniew Przybyłowicz.

Maria Meyer zagrała i zaśpiewała kilkadziesiąt ról w musicalach. Jak wiemy - kilkakrotnie gościła również w Andrychowie razem z artystami Chorzowskiego Teatru Rozrywki. Przypomnijmy - był to np. spektakl muzyczny "Krzyk" oraz niedawno - podróż po wspomnieniach muzycznych - "Przeżyjmy to jeszcze raz".

W 1998 roku Maria Meyer założyła swój własny teatr MA SCALA. Wśród spektakli muzycznych prezentowanych przez teatr jest przedstawienie wyprodukowane we współpracy z Chorzowskim Teatrem Rozrywki, którego specjalny pokaz przedpremierowy odbył się podczas Międzynarodowego Festiwalu Twórczości Kobiecej w Tel Awiwie (Izrael) - "Ordonka. Miłość Ci wszystko wybaczy"

Spektakl powstał według scenariusza i w reżyserii Jana Maciejowskiego, w scenografii Jerzego Rudzkiego i choreografii Henryka Konwińskiego. Artystce w spektaklu towarzyszył 3-osobowy zespół muzyczny (fortepian, skrzypce, saksofon + flet + akordeon).

To oczywiście tylko garść suchych informacji, bo w tym właśnie momencie ...

... zegary na sali Miejskiego Domu Kultury cofnęły się o kilkadziesiąt lat wstecz.

Spektakl - Pani Maria rozpoczęła od najpopularniejszej piosenki śpiewanej przez Ordonkę - utwór napisany przed laty przez Juliana Tuwima : "Miłość Ci wszystko wybaczy" 

"Miłość Ci wszystko wybaczy,
Smutek zamieni Ci w śmiech.
Miłość tak pięknie tłumaczy:
Zdradę i kłamstwo i grzech ...

Prawdopodobnie nie ma Polaka, (a jeśli - to jest to nikły procent), który w swoim życiu choćby raz nie słyszał powyższych słów lub melodii. Czy jednak oprócz tych paru zwrotek i dźwięków wiemy coś więcej o ich pierwszej odtwórczyni? Kto krył się za pseudonimem scenicznym - kim była Ordonka?

Hmmm. Znowu przypadło mi bardzo niewdzięczne zadanie, aby w kilku zdaniach opisać życie tak barwne, tak ekscytujące, tak smutne i pełne bólu, a jednocześnie tak piękne i pełne miłości. Jak to zrobić? Z pewnością wszyscy, których zainteresuje poniższych kilka zdań sięgną głębiej do zasobów globalnej wioski i znajdą więcej szczegółów biograficznych tej artystki. Ja niestety - muszę ograniczyć sie tylko do tych wydarzeń, które wydały mi się decydujące w jej życiu - oto one :

Gdyby żyła - miałaby teraz 105 lat. Hanka Ordonówna, popularnie zwana Ordonką nazywała się naprawdę Maria Pietruszyńska.  Była piosenkarką, tancerką i aktorką. Jej gwiazda zabłysła przed II wojną światową.

Mając 19 lat próbowała targnąć się na swoje życie, gdy opuścił ją Janusz Sarnecki - pierwsza dziewczęca miłość. Pominiemy teraz jej droge artystyczną aż do momentu, gdy kolejny mężczyzna
Książe Fryderyk Járosy pomógł jej w karierze, w tym czasie brała lekcje śpiewu u najlepszych artystów w Paryżu. Wkrótce - poznała Michała hrabiego Tyszkiewicza, który wbrew rodzinie poślubił kabaretową pieśniarkę.

Po serii sukcesów scenicznych ... wrzesień 1939 roku. Śpiewała dla żołnierzy, podczas jednego z występów wpadła w ręce Gestapo i dostała się na Pawiak. W następnym roku po usilnych staraniach jej męża - wypuszczono ją. Minął kolejny rok - tym razem NKWD aresztowało jej męża hr. Michała Tyszkiewicza, a wkrótce potem aresztowano i ją samą. Wywieziona do Uzbekistanu, cały czas miała problemy ze zdrowiem - chorowała na gruźlicę. Po zwolnieniu z zesłania uratowała, wywożąc z ZSRR, kilkaset polskich dzieci z deportowanych rodzin polskich. Sierotami opiekowała się w okolicach Bombaju. Zmarła 8 września 1950 roku w Bejrucie. Prochy Ordonki z Bejrutu sprowadzono w maju 1990 roku. Spoczęły w Alei Zasłużonych na Powązkach.

Kiedy wracam wspomnieniem do sobotniego koncertu - trudno mi nie pokusić się o analogię nastroju piosenek, ich treści, ładunku emocji - do całego życia Ordonki. Wielka w tym oczywiście zasługa Marii Meyer, która nie tylko pięknie interpretowała miedzywojenne szlagiery - ale również nadała im własny, niepowtarzalny szlif, nastrój i spontaniczość.

Jeśli ktos z Was był na koncercie - będzie wiedział o co mi chodzi - jeśli nie - sami zobaczcie kilkanascie zdjęć z koncertu:

Aktorka wybrała ponad 20 piosenek wykonywanych kiedyś przez Ordonkę.

Miłość ci wszystko wybaczy
Ja chcę tak naprawdę
Hola! Manola!
Pierwszy znak
On tylko grajkiem jest.
Liebesleid
Szczęście raz się usmiecha
Piosenka o zagubionym sercu
Trudno
Marianna
Jak dym z papierosa
Fiakier
Ja muszę mieć amantów trzech
Mów mi Ty!
Uliczka w Barcelonie
Toi et moi
Jesienna piosenka
Majn Jidisze Mame
Sonny Boy
Tango hiszpańskie
Sam mi mówiłeś
Ja śpiewam piosenki

Jakie to były piosenki?

Niewinne ...

... dydaktyczne :) ...

... pełne tańca i elegancji ...

... figlarne ...

... radosne ...

... pełne optymizmu i nadziei ...

... pełne obaw i smutku ...

... pełne rozpaczy i zwątpienia ...

... pełne ... hmmm ... Fiakier tylko o tym wie ...

... Fiakiera ciąg dalszy :) ...

... pełne zwykłej ludzkiej radości ...

... z odrobinką kobiecej próżności i przewrotności ...

... eleganckie i wytworne ...

... pełne łez i wspomnień ...

... pełne żalu i goryczy ...

... by w końcu przejść w nutę wielkiej rozpaczy po największej z możliwych tragedii - utraty miłości największej - własnego dziecka ...

... rozliczenia z przeszłością ...

... odejść ...

i powrotów ...

Aż w końcu musiał nadejść moment, gdzie po kolejnych brawach ...

... pojawiły się kwiaty i ukłony - czyli widoczny znak, że spektakl zbliża się do końca ...

... ale - zanim to nastąpiło był oczywiście BIS! ... odśpiewany na stojąco w dość nietypowym miejscu :) dokładnie w miejscu na którym siedział jeszcze przed chwilą autor niniejszego fotoreportażu :)

... a po bisie - gromkie brawa na stojąco w podziękowaniu za wielki ładunek emocji, nastroju, magicznych chwil, jakie poprzez grę aktorską i śpiew Marii Meyer towarzyszyły nam 11 listopada 2007 roku.

11 listopada. Święto niepodległości. Głosem Marii Meyer wywołaliśmy ducha minionych lat. Krążył po sali MDK, i poprzez proste słowa piosenek próbował nam - Polakom, ludziom żyjącym w czasach pokoju powiedzieć coś ważnego - bardzo prostego i oczywistego, a zarazem  trudnego do realizacji.

To nieprawda, że teraz są inne czasy i inna mentalność. Człowiek pozostał dalej sobą. Mimo łatwości dostępu do wiedzy, możliwości komunikowania się z całym światem ... w głębi duszy borykamy się cały czas z identycznymi problemami egzystencjalnymi, cieszymy się z identycznych rzeczy co zawsze, śmiejemy się, bawimy, tańczymy, kochamy, popełniamy błędy. To jest nasz czas. Wykorzystajmy go dobrze, bo mamy do spłacenia wielki dług. Nie wszyscy mieli przecież tak wiele szczęścia.

To właśnie im, Tym, którzy oddali nam największą z ofiar - ofiarę swojego życia jesteśmy to winni.

Bo to jest Ich wielki dar dla nas.

Dar życia.

Jarosław Skupień

(c) wins