Brzydula Matylda - spektakl w wykonaniu Zespołu Teatru, Piosenki i Ruchu
Są na tym świecie ludzie prawdziwie pracowici:) Świeżo w pamięci mamy przedstawienie, które pod koniec lutego tego roku wystawił Zespół Teatru, Piosenki i Ruchu z Miejskiego Domu Kultury w Andrychowie, a artyści zaprosili nas na kolejny spektakl.

25. maja, razem z licznie przybyłą publicznością, mogliśmy obejrzeć w MDK sztukę "Brzydula Matylda" według scenariusza i w reżyserii Anny Kopaczewskiej.

Wszystkich gości powitała gospodarz obiektu, szefowa MDK - Agnieszka Janosz. Przedstawiając Zespół Teatru, Piosenki i Ruchu pani Agnieszka przypominała rzecz ważną - do grupy przyjmowane są wszystkie chętne dzieciaki. Nie są przeprowadzane żadne castingi. Swoich sił na scenie mogą spróbować więc nie tylko te dzieci, które "urodziły się aktorami". Warunkiem przynależności do zespołu są za to: szczere chęci, samodyscyplina i gotowość do ciężkiej pracy...
Wróćmy do samego spektaklu. Oto, jak w skrócie wygląda opowieść o biedronce Matyldzie...
Wszystko zaczęło się od wspomnień dziadka żuczka...

Dawno temu (a może nie tak dawno) dziadek żuczek poznał pewną biedronkę.

To urocze stworzonko nosiło imię Matylda i liczyło sobie pięć wiosen.

Jako, że mama Matyldy była zajęta opieką nad młodszym rodzeństwem, bohaterka naszej opowieści postanowiła znaleźć sobie kogoś do zabawy.


Pierwszymi kandydatkami na koleżanki były motylki.

Mimo sceptycznych uwag ślimaka ("To się nie uda")...

... Matylda postanowiła zwrócić się do motyli z zapytaniem, czy nie nauczyłyby jej tańczyć, tak by mogła przyłączyć się do ich wesołej grupki.

Niestety, nasza biedroneczka nie okazała się tak dobrą tancerką, jak motyle, i te zdecydowały, że nie chcą mieć w niej przyjaciółki:(
To nie koniec nieszczęść. Matyldę ze względu na to kim jest, jak wygląda i czego nie potrafi odrzuciły także:

świerszcze

gąsienice


a nawet komary:(

Smutno zrobiło się naszej Matyldzie, oj smutno...
Ale nie traciła nadziei.
Czemu by nie spróbować poszukać przyjaciół wśród pszczół...

Cóż jednak począć... Matyldzie daleko do zwinności pszczółek:(

I tym razem nie udało się zdobyć przyjaciół.
Co dalej? Za namową ślimaka...

... Matylda udała się do dziadka żuczka.

Biedroneczka zwierzyła mu się ze swoich problemów. "Chciałam znaleźć kogoś do zabawy, bo mama nie ma czasu, ale wszyscy mnie odpychają. Potem dowiedziałam się, że powinnam się z kimś zaprzyjaźnić, ale nie rozumiem, co to znaczy, choć próbowałam ze wszystkich sił. Na łące śmieją się ze mnie, że nie umiem tańczyć, pracuję zbyt wolno, nawet dla komarów jestem za mało złośliwa. Nikomu nie jestem potrzeba".
Co odrzekł na te żale dziadek żuczek? "Po pierwsze: bawić się z kimś to nie to samo, co przyjaźnić, bo przyjaciel to ktoś, kto nie opuści cię w potrzebie, jest szczery. Po drugie: nie musisz umieć wszystkiego, by przyjaciół posiadać. Po trzecie zaś: każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny. I Ty też masz w sobie to coś, czego nie ma nikt inny, musisz tylko odkryć to w sobie".
Słowa dziadka żuczka pocieszyły naszą Matyldę. Z uśmiechem na twarzy poszła odkrywać "To Coś" w sobie.
Tymczasem...

... gdzieś na łące na swą kolejną ofiarę z niecierpliwością oczekiwał okrutny pająk.
Stało się...

W jego sidła, a raczej sieć wpadł jeden z motylków. Wołał o pomoc, wołał...

... aż usłyszała go Matylda. Nasłuchiwała, wypatrywała...

... i w końcu dostrzegła biedaka w sieci.

Nie da się ukryć. Biedronka miała wątpliwości, czy pomóc stworzeniu, które tak niedawno odrzuciło jej przyjaźń i naśmiewało się z niej.
Ale ktoś kto ma dobre serce, nie potrafi długo gniewać się. Matylda pomogła więc wydostać się motylkowi z pułapki.

A motylek o odważnym czynie biedronki opowiedział pozostałym mieszkańcom łąki.
I tak to Matylda mimo, że nic się w niej nie zmieniło - nadal była tą samą nieco niezgrabną biedronką, zyskała przychylność wszystkich. A nawet więcej: okrzyknięto ją bohaterką.

Mieszkańcy łąki dziękowali Matyldzie, a Matylda dziękowała dziadkowi żuczkowi. Za co? Za słowa otuchy i prawdy, które warto raz jeszcze przytoczyć:
"Po pierwsze: bawić się z kimś to nie to samo co przyjaźnić, bo przyjaciel to ktoś, kto nie opuści cię w potrzebie, jest szczery. Po drugie: nie musisz umieć wszystkiego, by przyjaciół posiadać. Po trzecie zaś: każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny. I Ty też masz w sobie to coś, czego nie ma nikt inny, musisz tylko odkryć to w sobie".

Tak to zakończyła się opowieść. Wielkie brawa!!!
Zanim rozstaniemy się, musimy koniecznie przedstawić twórców bajki "Brzydula Matylda".



W spektaklu wystąpili:
Świerszcze - Karolina Dwornik, Martyna Bogunia
Ślimak - Agnieszka Burzej
Komary - Jakub Walusiak, Natalia Słanek, Jan Ciuchta, Kacper Swakoń, Jędrzej Zarębski, Jan Kuźma
Gąsienice - Aneta Zawarus, Andrea Młodzik
Pszczoła - Dominika Biskup
Pszczółki - Alicja Noga, Kinga Ramęda
Motyl - Aleksandra Dańczak
Motylki - Agnieszka Talar, Justyna Bakalarska
Motylki tańczące - Kinga Powroźnik, Iga Grabowska, Julia Mydlarz, Emilia Talar, Dagmara Wiercimak, Martyna Wiercimak
Pająk - Agnieszka Meus
Dziadek Żuczek - Joanna Dańczak
Biedronka Matylda - Klaudia Oboza
Piosenki, które wykorzystano w spektaklu zaśpiewali: Anna Moskwik, Szczepan Moskwik.
Raz jeszcze brawo, brawo, brawo:)


Podziękowania i oklaski należą się także dorosłym, którzy pracowali nad spektaklem.
Są to:
Larysa Osowska - oprawa muzyczna
Dorota Swakoń - stroje
Zbigniew Bury - scenografia
oraz
ANNA KOPACZEWSKA - scenariusz i reżyseria.

Są jeszcze inne osoby, bez których przedstawienie nie było by. To rodzice dzieci z Zespołu Teatru, Piosenki i Ruchu. Podziękowania za cierpliwość i współpracę złożyła im reżyser sztuki.
Na sam koniec, kilka zdań Anny Kopaczewskiej. Wypowiedź zarejestrowaliśmy tuż po opadnięciu kurtyny.
"Pomysł na bajkę zrodził się w okresie, gdy uczęszczałam do studium nauczycielskiego. Teksty z tamtego okresu zaginęły i musiałam wszystko napisać od nowa, ale czerpałam z tego, co wtedy robiliśmy. Scenariusz do "Brzyduli Matyldy" powstał w miesiąc, nieco dłużej powstawały teksty piosenek. Potem było już dopracowywanie materiału i próby. Te ostatnie trwały od marca. Najpierw spotykaliśmy się raz w tygodniu na półtorej godziny, potem dwa razy w tygodniu. Czasami było ciężko. Poprzeczkę postawiłam bardzo wysoko a dzieci wywiązały się z zadania fantastycznie. Podziękowania i wyrazy uznania należą się także rodzicom, którzy zaangażowali się w to, co robimy ".
Anna Szlagor