Drugi dzień Dni Andrychowa rozpoczęliśmy od uhonorowania jednego z najważniejszych świąt w roku.

Z okazji Dnia Dziecka Centrum Kultury i Wypoczynku zaprosiło najmłodszych obywateli naszej gminy (i nie tylko naszej gminy) do Miejskiego Domu Kultury.

Główną atrakcją popołudnia był spektakl "Pchła Szachrajka" według bajki Jana Brzechwy. O przedstawieniu opowiedziały Agnieszka Janosz, szefowa MDK oraz Aleksandra Mrzyk-Sylwestrzak, dyrektor Dziecięcego Teatru Muzycznego "Protalent" z Bielska-Białej, główna sprawczyni "całego zamieszania":) To ona zaadaptowała utwór Brzechwy, napisała scenariusz i muzykę a także wyreżyserowała przedstawienie.
A oto niemal cała historia sprytnej pchełki, tak jak napisał ją Jan Brzechwa.



Była sobie Pchła Szachrajka. Niesłychana rzecz po prostu, By ktoś tak marnego wzrostu, I nędznego pchlego rodu, Mógł wyczyniać bez powodu, Takie psoty i gałgaństwa, Jak pchła owa, proszę państwa.
Miała domek na przedmieściu, Po ojczymie czy po teściu, Dom złożony z trzech pięterek, I pokojów cały szereg. Więc salonik i sypialnię, I jadalnię, naturalnie, Gabinecik i korytarz,
O cokolwiek się zapytasz, Wszystko miała, aż jej gości, Zalewała żółć z zazdrości.


(...)Pchle zachciało się brewerii, Poszła więc do menażerii. Właśnie słoń po drodze dreptał,
Pchły o mało nie rozdeptał. Patrzy: Cóż to za ździebełko? Co tu robisz, pani Pchełko? Pchła stuknęła parasolką: Jestem pchłą, lecz przy tym Polką! Żądam większej galanterii, Panie słoniu z menażerii! Słoń pokręcił grzecznie trąbą, I powiada: Jestem Jombo, Przyjechałem tu z Colombo. Rzecze na to Pchła do słonia: A ja jestem rodem z Błonia, Tam plantację mam wzorową, Sadzę na niej kość słoniową. Obok domu dla kaprysu, Trzymam stale sto tygrysów,
Sto kangurów, sto lampartów, Ze mną, panie, nie ma żartów! Słoń pokręcił trąbą grzecznie:
Rzeczywiście niebezpiecznie. Potem upadł na kolana, I powiedział: Ukochana, Takiej właśnie pragnie żony, Jombo, sługa uniżony. Pchła usiadła mu na karku, Przejechała się po parku,
Wreszcie rzekła: Drogi Jombo, Imponujesz mi swą trąbą, Ale tylko trąbą. Zaczem, Możesz zostać mym trębaczem.


(...)Raz, któregoś dnia, przy święcie, Urządziła Pchła przyjęcie. (...) Jestem gościom bardzo rada, I z największą przyjemnością, Coś zaśpiewam miłym gościom. Dajmy na to... arię z Toski, Lecz po włosku, bo znam włoski. Zawołali goście: Brawo! Niech zaśpiewa, bo ma prawo! Wszyscy zatem jeść przestali, Pchła stanęła w końcu sali, I z usteczek jej maleńkich
Popłynęły cudne dźwięki. Pchła śpiewała niemal bosko, Komar bzyknął czule: Tosko!
Toska drobne swoje rączki, Zacisnęła jak dwa pączki, W rączki smutnie twarz wtuliła,
I tak śpiew swój zakończyła. Co za głos! - krzyknęli goście - Niech zaśpiewa jeszcze, proście!
Pchła zgodziła się z łatwością, Z zaśpiewać miała gościom, Arię Halki, a tymczasem, Zaśpiewała takim basem, Że aż goście, co siedzieli, Spadli z krzeseł i z foteli. Żuk podskoczył, zatkał uszy... Przecież ona nas ogłuszy! Bujda! - krzyknął prosto z mostu. Rzecz wydała się. Po prostu, Nie śpiewała Pchła Szachrajka, Tylko skrzynka-samograjka, A karaluch w niej ukryty, Jak na złość pomylił płyty. Żuk powiedział tylko: Żuka, Pchła Szachrajka nie oszuka.
I zapalił dumnie fajkę, Opuszczając Pchłę Szachrajkę.

Pchle samotność nie służyła, Lecz że była bardzo miła, Miała siedem koleżanek, Czarujących warszawianek, Młodych, ślicznych jak poranek. Wszystkie pełne elegancji, W sukieneczkach prosto z Francji, Uczesane w modne loczki, I w pończoszkach jak obłoczki. Pchła wraz z nimi w karnawale, Objeżdżała wszystkie bale, Plotkowała z nimi stale, Co dzień każdą koleżankę
Odwiedzała, filiżankę, Czarnej kawy wypijała, I na inne plotkowała. A że miała powodzenie,
Powodzenia jej szalenie, Zazdrościły koleżanki, Więc się wciąż słyszało wzmianki: Pchła to dziwna jest osoba! Cóż się w takiej Pchle podoba? Czy ta wiecznie skromna minka, Czy błękitna pelerynka, Purpurowe rękawiczki, Czy te nóżki jak patyczki? Albo może uśmiech słodki, Albo psoty, albo plotki?... Tak mówiły koleżanki, Eleganckie warszawianki.


Pchła w okropną wściekłość wpadła, Czerwieniła się i bladła, I tupała nóżką małą, Że aż w domu wszystko drżało. Niegodziwe zazdrośnice! Niech no tylko je przychwycę, A już będą trzy kwartały, Pchłę Szachrajkę pamiętały! Rozmyślała cały ranek, I do siedmiu koleżanek
Rozesłała siedem kartek, Pisząc krótko: Proszę w czwartek, Do mnie, droga koleżanko,
Przyjść na kawę ze śmietanką. Rozesłała siedem kartek, I na gości czeka w czwartek.
Patrzy, jadą przez ulice, Koleżanki - zazdrośnice. Jadą, jadą koleżanki, Elegantki z morskiej pianki. Pchła wybiegła aż na ganek, Na spotkanie koleżanek. Witam, cieszę się ogromnie,
Żeście dzisiaj przyszły do mnie! I wprowadza je po schodkach, I zaprasza je do środka.
Elegantki wchodzą godnie, Każda jest ubrana modnie, Każda w nowym, pięknym stroju
Najlepszego w mieście kroju. Gdzie jest lustro? W przedpokoju. Biegnie pierwsza do zwierciadła, Popatrzyła i pobladła. Co to znaczy? Oczy krowie, Krowie rogi mam na głowie,
I w dodatku krowią postać! Apopleksji można dostać! Biegnie druga do zwierciadła, I jak stała, tak usiadła. Ja tak samo, daję słowo, Jestem krową, zwykłą krową! Inne, widząc swe odbicie, Wpadły w rozpacz: Czy widzicie? I wołały zapłakane: To są rzeczy niesłychane!
Elegantkę zmienić w krowę! To jest Pchły gałgaństwo nowe! Niech się na nas nie porywa
Pchła Szachrajka niegodziwa, Znać nie chcemy koleżanki, Co obraża warszawianki!
I bez słowa pożegnania, Wyszły wszystkie z jej mieszkania. Żadna dobrze nie wiedziała, Jak przemiana ta powstała. Ale my te sprawki znamy: Pchła wyjęła lustro z ramy, A wstawiła arkusz miki, Dojną krowę z Ameryki, Postawiła z drugiej strony. Każdy był więc przeświaczony, Patrząc w mikę należycie, Że to jego jest odbicie.


Przez ulicę jedzie bryczka, Pchła w niej siedzi jak księżniczka. Na ramionach pelerynka,
Spod kapturka słodka minka, Parasolka mała w dłoni, Przed słonecznym skwarem chroni.
Pchła do sklepu wchodzi godnie. Chciałabym się ubrać modnie. Czy dostanę na sukienki
Jakiś jedwab bardzo cienki? Skoczył kupiec i na ladzie, Najpiękniejsze wzory kładzie.
Wybór nader mam bogaty, Oto modny jedwab w kwiaty, Żółte, białe, morelowe, Modre, lila, purpurowe, Rezedowe i zielone, Srebrne, złote i czerwone. Pchła Szachrajka przez dzień cały
Oglądała materiały, Oglądała, wybierała... Wybór duży, a pchła mała! Rzekła wreszcie: Wielka szkoda, Nie dogadza mi ta moda, Może z czasem, do jesieni, Wśród deseni coś się zmieni. Choć nic w sklepie nie kupiła, Ale była bardzo miła, Więc ją kupiec wyprowadził
I do bryczki grzecznie wsadził. Gdy uprzątał materiały, Nagle ręce mu zadrżały,
Patrzy - znikły wszystkie kwiatki, A pozostał jedwab gładki. Ta szachrajka, ta pchła mała, Wszystkie kwiatki mi zabrała, Taką w smole warto upiec! - Zrozpaczony jęknął kupiec.

A ulicą jedzie bryczka, Pchła w niej siedzi jak księżniczka. Staje wreszcie koło domu
I nie mówiąc nic nikomu, W ulubionym swym ogródku, Sadzi kwiatki po cichutku:
Żółte, białe, morelowe, Modre, lila, purpurowe, Rezedowe i zielone, Srebrne, złote i czerwone. Pomalutku sadzi kwiatki, Cyklameny, róże, bratki, Malwy, niezapominajki...
Ślicznie jest u Pchły Szachrajki!

Pchła, podobnie jak kobiety, Rzadko zajrzy do gazety, Ale czasem od niechcenia, Czyta drobne ogłoszenia. Raz więc, nudząc się szalenie, Przeczytała ogłoszenie, Że niejaka panna Kika, Na ulicy Kopernika, Pragnie uczyć się języka, Angielskiego.
(...) Przyjechała, do drzwi dzwoni, Ogłoszenie trzyma w dłoni. Panna Kika? Właśnie do niej...
Z ogłoszenia... Chęć mam wielką, Zostać jej nauczycielką. Panna Kika była miła, Szybko sprawę załatwiła, Mówiąc: Cieszę się ogromnie, Że dziś pani przyszła do mnie. W Ameryce mam krewnego, I dlatego angielskiego, Chcę się uczyć na wypadek, Gdy dostanę po nim spadek.
(...) Pchła słuchając, kilka razy, Powtarzała dwa wyrazy, Po angielsku. Jeden znała
Z lat, gdy była jeszcze mała, I lubiła zbierać znaczki, Drugi zaś - z unrowskiej paczki.
Tak zaczęła się nauka. Panna Kika słówka duka, Pchle z wysiłku puchnie główka, Wciąż dyktuje nowe słówka: Tirli - wojsko, pirli - woda, Tirlipirli - wojewoda. Fiki - pole, miki - taczka, Fikimiki - polewaczka. Limpa - noga, pimpa - droga, Pimpalimpa - hulajnoga... Pisze słówka w swym zeszycie, Wciąż je sobie przepowiada. Pchła nie szczędzi pochwał, rada, Że postępy są w nauce. Chyba kurs dla pani skrócę, Pani pilność jest wzorowa, A ten akcent, ta wymowa, Niech się król angielski schowa! Jeszcze tydzień lekcje trwały, Dały wynik doskonały. Panna Kika, wniebowzięta, Wszystkie słówka już pamięta, I z zeszytu płynnie czyta, Jak Angielka rodowita. Pchła, żegnając uczennicę, Powiedziała pannie Kice:
Jestem dumna z panny Kiki, Pimpalimpa, fikimiki!

Panna Kika do kawiarni, Gdzie najludniej i najgwarniej, Wchodzi, niby dla ochłody, Każe podać sobie lody. Przyjaciółki siedzą w kółko, A już Kika przyjaciółkom, Swą wyższością dogryźć rada, Po angielsku odpowiada, Słówka, które jej do głowy, Pchła wbijała nieustannie, By dogodzić próżnej pannie. Naraz dziwna rzecz się stała, Rzecz po prostu niebywała. Oto wszystkie pchły w lokalu, Skacząc zwinnie cal po calu, Przeskakując przez stoliki, Właśnie stolik panny Kiki, Otoczyły i obległy. Przyjaciółki się rozbiegły, A pchły grzecznie wkoło siadły, I ze smakiem lody zjadły. Przerażona panna Kika, Od stolika szybko zmyka, Już-już dopaść ma dorożki, A pchły skaczą na pończoszki, Na spódniczkę, na trzewiki, I w rękawy panny Kiki. Tu się cała rzecz wydała: Pchła Szachrajka nie umiała, Po
angielsku, bo i skądże? Chcąc postąpić jednak mądrze, Nauczyła pannę Kikę, Władać świetnie pchlim językiem, I dlatego pchły na pewno, Wzięły ją za swoją krewną.

(...)Był karnawał. W karnawale, Wszyscy bardzo lubią bale. Pchła więc myśli: Doskonale!
Bal wyprawię, lecz nie u mnie. Trzeba przecież żyć rozumnie. Rozpisała zaproszenia,
Że bal będzie u Szerszenia, I że właśnie on zaprasza, Na sobotę. Dobra nasza!
Szerszeń, nic nie wiedząc o tym, Kładł się właśnie spać w sobotę, A tu nagle mu przed ganek,
Wjeżdża szereg aut i sanek. Szerszeń pełen jest zdziwienia, Patrzy: Co to? Zaproszenia?
Podpis mój jest sfałszowany, Ktoś zupełnie mi nie znany, Sobie bal wyprawił u mnie!

(...)Ktoś mi zrobił brzydki kawał! - Myśli Szerszeń, ale gości, Wita grzecznie - z konieczności. Pchła, wytworna w każdym calu, Chętnie wodzi rej na balu. Ma na sobie suknię nową, Plisowaną, kolorową, Ma jedwabne pantofelki, W lewej ręce wachlarz wielki, I unosząc się na palcach, Wiedeńskiego tańczy walca.

(...)Szerszeń kręci się po sali, Chciałby wykryć winowajcę, I ukradkiem Pchle Szachrajce,
Jednym okiem się przygląda. Towarzysko walca żąda! Pchła już tańczyć nie ma chęci,
I odmownie główką kręci. Lepiej będzie zejść mu z oczu! Chwilę stała na uboczu,
I jak stała, tak wypadła, Do swej bryczki szybko wsiadła, A nim jeszcze kwadrans minął,
Już leżała pod pierzyną.

Pchle zachciało się podróży, Bo domowe życie nuży. Wymuskana, piękna, hoża, Stoi Pchła na brzegu morza, Aż tu okręt się nadarzy. Pchła więc prosi marynarzy: Może z sobą mnie weźmiecie, Podróżować chcę po świecie.

Przybił okręt do przystani. Z wielką chęcią, proszę pani! Siedzi Pchła już na pokładzie,
To pasjansa sobie kładzie, To na słońcu się opala, To przygląda się, jak fala, Obok fali się przewala.

Upłynęły dwa tygodnie -Tak przyjemnie i pogodnie! Piętnastego dnia śród fali,
Ląd ukazał się w oddali. Pchła powiada: Kapitanie, Niechaj okręt tutaj stanie, Zatęskniłam już za lądem, Więc na lądzie tym wysiądę. Łódź kapitan spuścić każe, Pchłę żegnają marynarze, Łódź do brzegu zwinnie dąży, Biała mewa nad nią krąży.

Przed oczami Pchły Szachrajki, Staje nagle zamek z bajki, Dookoła groźne wieże,
Każda wieża zamku strzeże, W wieżach straże i rycerze. Zobaczyli Pchłę z daleka...
Kto to taki? Straż nie zwleka, Szybko wsiada na rumaki, Żeby sprawdzić, kto to taki.
Już do zamku Pchłę prowadzą, Niech tłumaczy się przed władzą. Wchodzi Pchła do wielkiej sali, Gdzie rycerze się zebrali. Serce omal jej nie pęknie. Patrzy wokół: Jak tu pięknie!
Schody z saskiej porcelany, Barwne ściany i dywany, Pod sufitem słońce płonie,
A w koronie na swym tronie, W długim płaszczu z gronostajów, Siedzi młody król Bajbaju,
Dumny władca tego kraju.

Pchła więc dworski ukłon składa, I do króla tak powiada: Jam księżniczka Białoliczka
W purpurowych rękawiczkach. Jestem córką króla z bajki, Władcy wyspy Patatajki.
(...)Pałac mam z czystego złota, W porcie stoi moja flota, Sto okrętów na kotwicy,
Strzeże portu i stolicy. Z puchowego wstałam łoża, I tak płynąc poprzez morza,
Szukam męża w obcym kraju. Rzecze na to król Bajbaju: Co dziś mamy? Kwiecień?
W maju, Pojmę damę tę za żonę. I w niespełna pół godziny, Obwieszczono zaręczyny.

Naraz wbiega Kanclerz Państwa. Proszę państwa, proszę państwa! Najjaśniejszy Panie! Pono, Pchła ma zostać twoją żoną? Wszak to wcale nie księżniczka, Lecz od głowy do trzewiczka, Pchła zwyczajna, Mości Królu!
(...)Król wziął szybko szkło powiększające: Pchła! To jasne jest jak słońce! Proszę podać mi nahajkę, Bym ukarał Pchłę Szachrajkę! Pchła, rzecz prosta, nie czekała, Parasolkę swą złapała, Zbiegła na dół jednym susem, I uciekła szybkim kłusem.

Po miesiącu Pchła z wyprawy, Powróciła do Warszawy.

Na Wielkanoc Pchła Szachrajka, Malowała sama jajka, (...) Wreszcie rzekła: Czas już, aby
Służba piec zaczęła baby! Przyskoczyły dwie kucharki, Wzięły mąki cztery miarki, Sypią cukier tarty miałko, Kręcą żółtka, biją białko... Gdzie podziały się rodzynki? Nie ma nawet odrobinki!

Przeszukały dwie kucharki, Wszystkie w domu zakamarki. Nie ma nigdzie. Pchła w rozpaczy! Gdzie rodzynki? Co to znaczy?
(...)Nie dostała ich w kawiarni, Nie dostała w owocarni, Ani w sklepach kolonialnych.
To dopiero pech fatalny, Przecież baby muszę upiec! (...)Każda inna kazałaby, Bez rodzynków upiec baby, Ale Pchła - to rzecz nienowa - Była bardzo pomysłowa. Patrzy, widzi sklep z nutami. Weszła. Pan łaskawie da mi, Utwór łatwy i zabawny, I możliwie lekkostrawny.
W święta gości się spodziewam, Więc im zagram i zaśpiewam. (...)W domu z marsza po kryjomu, Scyzorykiem w trzy minuty, Wydłubała wszystkie nuty (...) Do miseczki je wsypała
I do kuchni poleciała. Tam figlarne strojąc minki, Rzekła: Oto są rodzynki! Będą baby bardzo smaczne, Zaraz sama piec je zacznę.


(...) W pierwsze święto przyszli goście. Przyszli goście? Proście, proście! Wszyscy Pchłę powitać radzi, Pchła do stołu ich prowadzi, Do kieliszków wino leje. Winko smaczne, mam nadzieję, Ale ciasto, powiem śmiało, Wyjątkowo się udało. Zwłaszcza baby z rodzynkami.
Baby, mówiąc między nami, Są po prostu znakomite! Jedzcie, proszę, z apetytem. No i cóż? Po długim poście, Wszystkie baby zjedli goście, Do ostatniej okruszynki. A że zjedli też rodzynki, Więc im potem tydzień cały, Kiszki głośno marsza grały. To był właśnie dobrze znany, Marsz żołnierzy ołowianych.

Pchła Szachrajka myśli sobie: Tu nic więcej nie przeskrobię, Tutaj każdy mnie obmawia,
Trudno. Jadę do Wrocławia.

(...)W poczekalni pierwszej klasy, Pchła wyjęła swe zapasy, Zjadła bułki ze dwa deka
I popiła szklanką mleka, W kąt wtuliła się i czeka. Poczekała do obiadu, A pociągu ani śladu.
Tłum tymczasem ciągle wzrasta, Nowi ludzie ciągną z miasta, Z walizkami, z tobołkami,
Z dziećmi, z psami, z kanarkami... Och, jak tłoczno! Uf, jak ciasno! Trudno znaleźć nogę własną, A tu nowa fala pcha się, W poczekalni i przy kasie, I w kolei się ustawia -
Wszyscy jadą do Wrocławia!
(...)Gdy już czas był na kolację, Pociąg wtoczył się na stację. Tłum się rzucił jak szalony,
Biegli ludzie przez perony, Z walizkami, z tobołkami, Z dziećmi, z psami, z kanarkami...
Do wagonów się tłoczyli (...) Pchła Szachrajka była mała, Między ludzi się wmieszała,
Przepychała się wytrwale, Aż znalazła się w przedziale, Na kuferku w kącie siadła,
I kanapkę z serem zjadła. Popychano ją bez przerwy, A że Pchła ma słabe nerwy,
Więc zgnieciona i ściśnięta, Ocierała z łez oczęta.

(...)Mam się gnieść wśród tylu osób? Wiem, co zrobię! Mam już sposób! I choć duża nie urosła, Naraz wielki krzyk podniosła, Naśladując konduktora: Wro-cław! Wro-cław! Komu pora, Proszę państwa, kto wysiada, Niech wysiada i nie gada! Mamy postój bardzo krótki,
Postój krótki - trzy minutki! Ludzie ze snu przebudzeni, Wyskakują jak szaleni, Skaczą drzwiami i oknami, Z dziećmi, z psami, z kanarkami... A po chwili pociąg ruszył. Pchła się cieszy z całej duszy. Sama jedna pozostała. Przedział duży, a Pchła mała, Więc wygodnie się rozsiadła, I babeczkę z kremem zjadła. Wkrótce z dumną miną pawia, Zajechała do Wrocławia.

Długi czas się udawało, Pchle z jej psot wychodzić cało, Aż tu przyszła klapa wreszcie -
Przyłapano Pchłę na mieście, I zamknięto ją w areszcie. (...) Sędzia chrząknął i powiada:
Żal mi pani... Trudna rada..., Jeśli pani da mi słowo, Że uczciwie i wzorowo, Odtąd żyć jest pani zdolna, Wtenczas będzie pani wolna. Pchła odrzekła zawstydzona: O, pan sędzia się przekona! Poprzysięgłam właśnie sobie, Że nic złego już nie zrobię, I że odtąd będę życie
Pędzić bardzo przyzwoicie.
Wypełniając przyrzeczenie, Pchła zmieniła się szalenie. Była odtąd tak uczciwa,
Jak to tylko w bajkach bywa (...) Ślub jej odbył się w adwencie, I zapewnić mogę święcie,
Że na jej weselu byłem, I szklankami wino piłem. Miała dzieci pięć tysięcy, Albo może jeszcze więcej. Mało dziś jest takich domków, Gdzie nie byłoby potomków, Owej słynnej Pchły Szachrajki,
Ale... to już koniec bajki.


Tak to bywa - na tym bajka się skończyła.
Brawo, brawo, brawo... Dla wszystkich, którzy współtworzyli tę opowieść. No i oczywiście dla Pana Jana Brzechwy, który ją napisał.


Przypomnijmy. Przedstawienie wystawił Dziecięcy Teatr Muzyczny "Protalent". W roli Pchły mogliśmy podziwiać popularną aktorkę teatralną i telewizją Adriannę Biedrzyńską, zaś w roli Narratora - Rafała Sawickiego, aktora Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. Adaptacja utworu Jana Brzechwy, scenariusz i muzyka są dziełem Aleksandry Mrzyk-Sylwestrzak, choreografią zajął się Sławomir Damek, a scenografię przygotowała Barbara Gąsowska.
Musical "Pchła Szachrajka" nie był jedyną atrakcją przygotowaną tego południa dla dzieci.
Na najmłodszych...


... oprócz drobnych prezentów...
... czekali pracownicy CKiW:)



Każdy chętny mógł poprosić plastyczki o wymalowanie czegoś fajnego na rękach lub buzi. Najczęściej były to zwierzaki, duże i małe.
Niektórzy jednak mieli inne życzenia...

Twarzy młodzieńca, który zażyczył sobie taki napis, z oczywistych względów, pokazać nie możemy:) Coś takiego w mieście związanym z "Cracovią"... Oj, niektórzy to mają w sobie dużo odwagi:)
Zostawmy sport na boku... Zostańmy jednak przy plastyce:)


CKiW pomyślało także o tych dzieciach, które same chciały spróbować swych sił w tej sztuce.



Na młodych gości czekały też gry i zabawy sprawnościowe.

Nie mogło zabraknąć zabaw z tygryskiem:)
Ale to nie wszystko. Po występie gości z Bielska-Białej, na scenie zaprezentowali się podopieczni Świetlicy CKiW w Rzykach, czyli zespoły:





"We are"



"Contra"


"Flik"
oraz




"We are", "Contra" i "Flik" we wspólnym tańcu:)
Ze sceny nasze tancerki przeniosły się na widownię.



I do zabawy wciągnęły tę publiczność, której rodzice pozwolili nieco później zjeść obiad:) Tak to jest, jak kogoś rozpiera energia:)

Ci, mali i duzi, których taniec nie interesuje, też znaleźli sobie zabawę.
I tak to w domu kultury upływał Dzień Dziecka...
A jakie atrakcje tego dnia przygotowano dla dorosłych andrychowian? O tym w kolejnych fotoreportażach.
Anna Szlagor